Array ( ) myśl...myśli...przemyślenia...zamyślenie... - bloog.pl
Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 260 012 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Incepcja...

wtorek, 03 sierpnia 2010 14:16
Wbrew tytułowi nie będzie to jedynie recenzja Incepcji :)
Ale może od tego zacznę :) Film "Incepcja" w reż. Christopera Nolana ( tak nawiasem genialnego reżysera) jest w swojej nowatorskiej koncepcji wprost genialny! Nie ma nic wspólnego z efekciarskością kina hollywoodzkiego, natomiast odkrywa nową technologiczną magię, która mogłaby sięgnąć tylko najdalszych sfer naszego umysłu... tam przebywamy tylko w śnie...
Pomysł wyruszenia w niedostępne obszary naszego mózgu, manipulowanie nimi i zagubienie się we własnym wykreowanym świecie to koncepcja trafiona w dziesiatkę! Kto z nas nie zastanawiał się chociaż raz czy świat, w którym żyjemy to rzeczywiście Matrix braci Wachowskich?? Kto nie mial wrażenie że chociaż podejmuje samodzielnie decyzje są one sterowane z zewnatrz... w naszej głowie!
Nie jest pytaniem - czy to prawda że tak się dzieje?
Dobrym pytaniem jest - w co wierzysz?

Naukowcy udowodnili że manipulacja snami była możliwa od zawsze, tylko znaczenie owego wpływu się zmienia na przestrzeni czasu.
Sen od zawsze występował jako pojecie niezrozumiałe, szczególnie w czasach słabo rozwiniętej techniki i madycyny. Snom nadawano znaczenie symboliczne. Według legend zsyłali je na nas bogowie, chcąc się albo zemścic albo dać nam jasne rozwiązenie problemów, czasem były to także sny prorocze.
Prawda jest taka, że w tej kwestii jednak nie wiele sie zmieniło, tysiace ludzi nadal wierzy w przesłanie snów. Nie oceniam, sama należe do tych osób :)
Sen, jak potem odkrywanie jego znaczenia ma bardzo ważny, czasem wprost nieobliczalny wpływ na kształ naszego działania później. Wiele osób twierdzi że w snach jest zakodowana informacja jak powinnismy postępować w życiu, niestety z braku umiejętności zapamiętywania snów oraz ich zrozumienia popełniamy błędy w działaniach. Stawianie pytanie "po co śnimy?" nie ma zwykle sensu gdyż nie znaleziono jeszcze na nie konkretnej odpowiedzi. A jednak nie interesuje nas po co, gdyż odczuwamy wprost potrzebę marzeń sennych. Kiedy ich nie mamy czujemy się zdenerowani, zaniepokojeni, czasem nawet smutni.
Jedynie podczas snu czujemy się wolnymi ludźmi, nasze pragnienia, choćby najbardziej swawolne i śmiałe wychodzą na wierzch, nie hamuje nas codzienna cenzura. Prawdopodobnie stąd, brak marzeń powoduje u ludzi stany depresyjne.
Okazuje się też, wg najnowszych badań, że i kontrola snu nie jest rzeczą niemożliwą. Sami możamy wpływać na kształt snu w bardzo prosty sposób - myśląć przed zaśnięciem, o tym co chcemy, aby nam się przyśniło. Sprawdzalność w 50%.
Incepcja - czyli wpływ na nas podczas snu z zewnatrz wg badań narazie jest nie dokonany, to since fiction, a jednak nie określono że niemożliwy.
Jeśli jest realne, aby ludzie których spotkamy np danego dnia wywarli na nas tak silne wrazenie że potrafią wpłynąć na nasze zachowanie, to wg mnie incepcja jest jak najbardziej możliwa!
" Czy można jednak kontrolować sny innych? W pewnym, bardzo ograniczonym stopniu tak. Prawie wszyscy doświadczyli zjawiska, w którym odgłos budzika, przejeżdżających za oknem samochodów lub ćwierkających ptaków w świecie rzeczywistym zostaje niejako włączony do snu i zmodyfikowany tak, że staje się jego częścią. Jeśli zastosujemy takie bodźce w stosunku do śpiącej osoby (ale nie na tyle głośne, aby ją obudzić) to możemy w pewien sposób zmodyfikować jej sny. "  - www.odkrywcy.pl

mhmmm to wszystko jest niesamowite i takie ... twórcze :) mam ochotę na kogoś wpłynąć :)
a może ktoś chce się podzielić swoim zdjaniem na temat snu?? zapraszam :)

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

transformacja zycia....

wtorek, 03 sierpnia 2010 10:44
"Codziennie marzę by pójść całkiem inną drogą, prześladują mnie moje sny..."

Tak sie czasem zastanawiam czy dobrze wybrałam... czy w ogóle dobrze wybieram w życiu?! Brak słów żeby wspominać o porażkach... najważniejsze to że się zawsze podnosisz :)
Okazuje się że 'potrzeba posiadania' w jakimkolwiek stopniu i sensie jest dla człowieka niezbedna tak samo jak tlen...
Jednak (jak to wczoraj ustaliłam) czysty tlen móglby nas zabić, żyjemy w końcu w tak zadymionym świecie ... tak samo jak  pragnienie ma zawsze jakies drugie dno...
W tym świecie bezinteresowność już dawno strawiła na wartości, teraz jest poprostu nieopłacalna...
ale czy to na pewno zle?!
Ciężko by rzecz.... Katolik powie  że ... TAK! (Akurat z tym stwierdzeniem mam najczęściej do czynienia stąd nawiązanie) Niestety muszę was rozczarować, nawet w Piśmie 'nie ma nic za dramo' , nie będę się zachowywać jak Jehowy i przytaczać faragmentów ;) wystarczy samemu uważnie przeczytać...
Tak więc okazuje się że od początku dziejów nie było takiego pojęcia jak 'bezintersowność' przykre może acz prawdziwe...
Skąd takie przekonanie u mnie ? Cóż popatrzcie w około ... i od razu macie wrażenie że mam rację :)
Nawet kiedy starasz się zrobię dobry uczynek... potem ... aha! czujesz sie dobrze, czujesz się spełniony i chcesz tak postępować częściej bo to Ci przynosi radość ... :) brawo to już dobry początek do zatracenia bezinteresowności na rzecz egoistycznego poczucia radości z tego co się robi dla innych :)
To odkrycie mną lekko zaszokowało:) W końcu sama postępuje podobnie (chociaż się staram) i dlatego nie uważam że brak bezinteresowności w naszym życiu to błąd, tragedia ludzi....
Noo dobra ten wywód jest może dość dołujący dla niektórych :)
Tak więc skrobnę jeszcze coś... na temat samej siebie ... :) potwierdzającej regułę :)

Po raz kolejny w moim życiu zastanawiam się co to jest miłość i czy ona w ogóle istnieje?? A może zaczynam się na nią uodporniać?! Bo ile razy można przeżywać rozczarowania, nie istotne ile ma się lat i ile jeszcze przede mną .... troszkę dobijające jest to ile jest już "za mną " :(
Teraz nawiąze do tej słynnej już bezinteresowności...
Podobno jak się kocha to tak że nic nie oczekujesz od tej osoby.... błąd - oczekujesz odwzajemnienia!
Chciałabym się zakochać... raz a dobrze , raz a prawdziwie, do końca życia ... ale pod pewnym warunkiem... że się nie rozczaruje brakiem odwzajemnienia! Mam w sobie głęboko zakorzenioną potrzebę ... posiadania bliskości drugiej osoby... taki mój mały egoizm... oddałabym jej wszystko... tylko żeby była przy mnie.... Szczególnie wtedy kiedy jej potrzebuję, dzieliła ze mną smutki i radości, dotrzymywała mi kroku jako że jestem lekko 'za szybka'  :) 
Mam w sobie zupełnie egoistyczną potrzebę posiadania szcześcia :) czy to źle?
chyba ... nie :)

"Czasem z dnia na dzień zmienia się wszystko (...) nie szukałam Cię, nie wierzyłam że szczeście znajdę tu..."

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

czasem tak trudno dobrać słowa ...

wtorek, 27 lipca 2010 9:41
Bardzo chciałam cos napisać, coś co by pokazywało co teraz czuje i ... normalnie zabrakło mi słow!!!
Niesamowite w moim przypadku :) heheh
tak więc uznałam że zacytuje piosenkę Anity Lipnickiej....
 
"Zostań proszę Cię tak długo szłam zmęczyłam się
przez siedem gór i siedem mórz byś oddechem swym
ogrzał oddech mój
Święta chwila ta niechaj święci się
święta moja łza na koszuli twej
święty taniec chmur i gołębia śpiew
święta zwykłość dnia bo znalazłam Cię
Popatrz wszystko lśni przed nami tu nie dotarł nikt
nietknięta biel i czyste szkło pośpiech warg
i drżenie rąk
Zostań proszę Cię tak długo szłam zmęczyłam się
ułóżmy gwiazdę z naszych ciał niech chroni nas niech świeci nam
Święta chwila ta niechaj święci się święta moja łza na koszuli twej
Piękną jestem ja a rycerzem ty z tobą długo chcę i szczęśliwie żyć..."

czasem przechodzisz obok i nie widzisz tego co jest w zasięgu ręki :)
człowiek zjechał by caly świat i szukał szcześcia pod każdym kamieniem a ono... idzie obok Ciebie... :)

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

prawie po rocznej przerwie...

czwartek, 22 lipca 2010 14:00

Brak słow od czego by zacząć... tak w sumie to nawet nie wiem czy jescze potrafie pisać...
Zycie zmienia się jak w kalejdoskopie i nagle budzisz sie rano... Hej cos jest nie tak, nie tak planowałam swoje sekundy kolejnego dnia...
A Bóg siedzi i sie smieje - taaa Ty planowałas?! Ha! Dobre sobie! Jakim prawem...
Okazuje sie nagle ze nie masz żadnego prawa do zaplanowania własnego życia... Pytanie czy to dla kogoś problem....
Tak sie zastanawiam czy nasze podejmowanie jakichkolwiek decyzji musi zawsze wynikac z jasnego i bardzo uzasadnionego rozumowania sytuacji w ktorej sie znaleźliśmy....
Postaram się może troszke jaśniej :)
Znasz kogoś bardzo długo i wydaje Ci się że to najlepsza rzecz /spotkanie tego człowieka/ jaka mogła Ci się przytrafić ale nagle przychodzi moment kiedy zaczynasz miec wątpliwości.... i co wtedy...
Czym odpowiedzialny, dorosły człowiek powinien sie kierować???
Rozumem??....
-tyle czasu sie znamy, jesteśmy razem....
- każdy ma jakieś wady, trzeba je zaakceptować w końcu...
- zawsze mogą przyjsc złe dni, ciche dni, ale jeśli chce sie być razem to trzeba to przetrwać...
- nikt nie jest idealny, nigdy nie bedziecie sie w 100% dopełniać...
- doskonała miłość nie istnieje
- czy w ogóle istnieje miłość ?? moze wszystkie związki opiarają sie na tych prostych uczuciach jak zaufanie, bezpieczeństwo, przyzwyczajenie do drugiej osoby

 czym powinniśmy się kierować ??
Sercem??
- muszę, nie wiem skąd, ale muszę zdobyć pewność czy to miłość , może kiedy się rozejdziemy to się dowiem... moze to impuls ale czuje że potrzebny.... będzie bolało ale trudno ... bo muszę wiedzieę .... bo nagle przyszła watpliwość... bo nie wiem czy to co jest jest dobre, dla mnie, dla mojej duszy, serca, dla niego... bo czasem mam wrażenie że jestem mniej szczęśliwa ....
czy słusznością będzie trwanie w tym tylko dlatego, że to juz tyle czasu, ze ogónie to jest nieźle, że rozstanie będzie troszkę mniej bolało niż przeciąganie tego dłużej...
są pytania na które nie ma odpowiedzi....

Życie samo w sobie jest proste.... kiedy nie używasz serca....


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

W głowie mi się nie mieści...

poniedziałek, 07 września 2009 11:09
To tekst mojego ukochanego po wszystkim... po niespodziance która przygotowałam dla Niego na urodziny.
Udało mi sie to co niestety dla wielu osób jest niewyobrażalne... dotknęliśmy Nieba!
Tak, dokladnie, namacalnie i poczuliśmy cudowne uczucie szcześcia, to jest coś takiego czego rozum ludzki nie potrafi pojąć. Nie potrafi bo człowiek za często kalkuluje, zastanawia sie co mu sie opłaca a co nie... Po co tak żyć, po co żyć jak zwykła jednostka ludzka? Żyjąca istota, byt na ziemi, homo sapiens?? Skoro można być Bogiem, można Go doświadczać w sobie i być Nim w relacjach miedzyludzkich....
Dlaczego ludzie wybierają życie zwyklego człowieka, który jest dręczony, upada, podnosi sie i upada?
Nie jest dobrą odpowiedzią : bo tak nas nauczono, czy to rodzice czy kościół... Możemy się zbuntować i być Bogiem... być samym dobrem w idealnej postaci, doświadczyć tego : "Ja, stworzyłem człowieka, Stworzyłem Go na Swój obraz i podobieństwo, będzie On wiekszy i silniejszy od całego bytu na ziemi, bo jest obrazem Boga"
My tego doświadczyliśmy i moge tylko powiedzieć że to cos wspaniałego, cos takiego czego nie można pojać rozumem, jedynie zmysłami i sercem, cała duszą. To jest moment kiedy nie zastanawiasz się już nad niczym, co dobre a co złe, co powinienes a co nie, poprostu to wiesz! I czujesz że dokładnie tak powinieneś żyć...
To jest krótka historia o tym jak doświadczyć nieba na ziemi...
Bartek, mój chłopak teraz we wrześniu obchodził 24 urodziny (tak nawiasem są dokładnie dziś, więc wszystkiego najlepszego Kochanie :* )
Jesteśmy ze sobą dopiero a może aż 8 miesiecy, postanowiłam że muszę zrobić dla niego cos takiego czego nie zapomni do końca życia. Muszę mu uradować duszę... wiem dziwnie to brzmi jak na parę zakochanych... Ogólnie rzecz ujmująć cieszymy sie wśród znajomych pojęciem ludzi " dziwnych" , bo wiekszość typowych związków w obecnych czasach to w skrócie: "kocham Cię", potem sex, potem watpliwości, potem znow sex, bo milość, nagle dziecko, więc ślub, typowe problemy jak praca, dom, rodzina, kasa i szkoła...
Proszę nie myślcie że kogoś osądzam, ale takie są realia, nie uważam że my jesteśmy lepsi, poprostu inaczej żyjemy... razem a jednak osobno, problemy ze szkoła, rodziną, domem, ale jednak nie są one tak ważne jak problemy świata, bół, tragedie, głod, zło w czynach ludzi, dobro i ta walka która tak naprawdę kierują ludzie... Ile jest związków np w samych Kielcach które podczas spotkań ze sobą zastanawiały by sie jaki sens ma dany fragment apokalipsy? No właśnie... my jesteśmy inni...
Po takim nakreśleniu sprawy zrozumienie co oznaczało dla mnie "uradować jego duszę na urodziny".
Ja mam wokół siebie mnósto przyjaciół, caly czas sie z nimi spotykam, On jest bardziej sam, nigdy nie mógł znaleść na tyle czasu zeby się z kims spotkac na dłużej niż na godzine, to mnie bardzo smuciło. Postanowiłam zebrac jego grupę przyjaciół w jednym miejscu i zeby mogł spedzic z nimi troche czasu. Bardzo wiele osob nieznałam osobiście, dzwoniłam, pisałam, czasem wychodziłam na totalną kretynkę ale i tak to wszystko było prowadzone ręką Bożą i wierzyłam że wszystko sie uda! Zmagałam sie z tym wszystkim przez 2 miesiące, najgorsze że musiałam caly czas się przed Nim kryć i okłamywac go w najdrobniejszych głupotach, czasem nie miałam juz siły i bałam sie że wszystko wyjdzie na jaw, ale musiałam byc silna, to była jak proba charakteru, jak proba miłosci, wierności i zaufania :) Teraz juz wiem że można wiele wytrzymać!
Dwie jego przyjaciółki bardzo mi pomogły, musiałam znaleść kogoś kto zbierze tych wszystkich ludzi ktorzy tak naprawde zobacza sie pierwszy raz w zyciu i poczeka z nimi az dotrze solenizant.
Udało się!
Po tych licznych trudach nadszedł czas żeby wszystko się wyjaśniło. Przyszłiśmy na miejsce i moje wszystkie trudy zostały wynagrodzone, jedna Jego miną. Był szoku, zachwycony, szcześliwy i wzruszony, nagle cała Jego dusza była jakby na zawnątrz, widziałam i czułam te wszystkie emocje...
Nie rzucił mi się na szyje, nie zaczął całować, dziekować...
Czy byłam rozczarowana? Nie! Nawet nie liczyłam na to, nie dlatego że nie okazuje mi czulości , hehe to akurat wychodzi mu idealnie. Ale dlatego że ja czułam to samo, niewyobrażalne szczeście, doświadczenie nieba na ziemi. Wszystkimi zmysłami , czgo rozum nie może pojąć! Nie oczekiwałam na "dziękuje" bo wiedziałam że jest mi wdzięczny i że zawsze będzie... To było jak porozumienie dusz, oboje wiedzieliśmy że słowa nie są potrzebne, to co dostaliśmy było czymś wiecej, za takie rzeczy się nie dziekuję.
Ale oni tego nie rozumieli, a może raczej nie mogli dostrzeć przez przysłonę "typowego świata"... Dopiero oni byli w szoku że Bartek nie rucił mi sie na szyje z "dziekuję", ze ja nie mam nic przeciwko, że nie złoszczę się, nie jestem zazdrosna kiedy od razu dosiadł sie do swoich przyjaciółek i zaczął sie z nimi przytulać a nie ze mną... Nie rozumieli....
Każdy przeżywał to szczęście, na swój sposób... Dziewczyny się śmiały, chyba same nawet do końca nie wiedzą dlaczego tak głośno i bez krępacji, zreszta chłopaki tak samo.
A ja sie tak uśmiechałam że aż mnie policzki bolały :)
Rozbroił mnie na łopatki jeden kolega, który nie pije w ogóle alkoholu. Siedzi z kuflem piwa, które juz kończy i nagle" Wow o co chodzi przecież ja nie pije piwa?!" heheh nio właśnie, nagle potrafisz zapomnieć o wszystkim, wszystko inaczej smakuje, smakuje jak szczęście, co by to nie było...
Mimo wszystko w ich duszach jeszcze do końca nie było to szczeście pojęte, ale na to potrzeba wiele pracy i wyrzeczeń aby tego doświadczyć, a może to osiągnąć każdy...
KAŻDY .... bo każdy jest Bogiem...

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

niedziela, 23 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  6 220  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Ulubione strony

Statystyki

Odwiedziny: 6220
Wpisy
  • liczba: 53
  • komentarze: 51
Galerie
  • liczba zdjęć: 0
  • komentarze: 0
Bloog istnieje od: 3201 dni

Lubię to